Przejdź do głównej zawartości

Kompulsy i bulimia

Jesteś gruba, czego się gapisz spaślaku, tłusta świnio. We wszystkim wyglądasz tragicznie, jak słoń. Nienawidzę Cię, nie zasługujesz by żyć, jesteś grubasem. Nie umiesz się opanować, inne dziewczyny są chude a Ty? Tłusta krowa.*

*To nie cytat, a jedynie myśli bulimiczki.

Po raz kolejny przeczytałam post dotyczący kompulsywnego objadania się i pomyślałam - dość. Tak nie można żyć, ogarnijcie się dziewczyny. Łatwo powiedzieć 'ogarnij się'  ale co zrobić jeżeli 24h na dobę myślisz o jedzeniu? Co zrobić jeżeli postanawiasz zjeść jednego cukierka a nagle 20 zniknęło w czeluściach Twojej jamy ustnej? A po nich drugie opakowanie ciastek, 5 kawałków maminego ciasta i drożdżówka...

Nie jestem specjalistką od zaburzeń odżywiania, choć każdy możliwy program telewizyjny mam zapewne obejrzany (bo to interesujący temat).  Tak samo nie bardzo znam się na anoreksji. Natomiast dużo mogę powiedzieć o bulimii. A na pewno mogę Wam coś doradzić. 

Zacznijmy od kompulsów, czyli szybkiego i nagłego ataku spożywania pokarmów w horrendalnych ilościach. Moja teoria mówi, że:
  • każdy organizm potrzebuje czasem zjeść coś złego, niedobrego, tłustego lub przesłodkiego. Jesteśmy tak skonstruowani, że organizm informuje nas na co mamy ochotę. Tylko uwaga - to musi przyjść z organizmu a nie z głowy. To nie tak, że myślę o czekoladzie więc ją zjem -  to organizm musi jej pragnąć. Znacie to uczucie, gdy szybko i pilnie potrzebujecie wody? Pragnienie nie do zniesienia, a gdy dorwiecie się do butelki potraficie pochłonąć na raz co najmniej litr płynu. Tak samo jest z innymi rzeczami. Organizm potrzebuje czekolady? Dostarcz mu jej. Nie odmawiaj sobie niczego w 100% bo Twoje ciało ma na Ciebie sposób i w końcu i tak się skusisz. Pamiętaj, że np. w czekoladzie są różne składniki odżywcze, których Twoje ciało potrzebuje. Dlatego krzyczy o nie!
  • Zakazany owoc smakuje lepiej. Jak czegoś sobie odmawiasz, postanawiasz nie jeść słodyczy bo chcesz schudnąć albo nie zjesz swojej ulubionej pizzy bo to tryliard kalorii - jak długo wytrzymasz? Miesiąc? Pół roku? 2 lata? A może tylko tydzień... Ja robię sobie co jakiś czas miesiąc bez słodyczy ale nie popadajmy w przesadę - nie jadam wtedy kupnych słodyczy, ale nie oznacza to, że nie jem nic o słodkim smaku. Przecież wiele rzeczy można przygotować samodzielnie. Nawet Nutellę czy krem Kinder Bueno :) Pamiętaj, że im bardziej sobie odmawiasz tym bardziej Cię to kusi.
  • Odchudzanie to odkładanie uczty. Nie jesz słodyczy ani fast foodów bo nie chcesz - takie masz przekonania? Super. Ale dużo ludzi nie je ich tylko po to by schudnąć. A co jak schudną? Rzucają się na nie. Nadrabiają cały ten czas w kilka dni. I już nie będę się rozpisywać o efekcie jojo ale jakie to niezdrowe! Taka porcja złych, tłustych kalorii, które niszczą Twój organizm od środka zostawiając też ślady na zewnątrz...
  • Wszystko albo nic. Ja tak miałam - ok to będę jeść 1000kcal dziennie i schudnę. Cholera dzisiaj zjadłam drożdżówkę, wszystko przepadło...  bo skoro zjadłam jedną i przepadło to się już opchnę bo i tak jestem do bani. Za przeproszeniem gówno prawda. Jedna drożdżówka to nie porażka, ale 5 sztuk to już żałosny koniec. Dlaczego zakładasz, że nie możesz zjeść drożdżówki bo będziesz 'beznadziejna'? Pomyśl sobie - trudno, zjadłam ją bo miałam straszną ochotę ale pójdę na rower na godzinkę i nawet będę do przodu z kaloriami. ŚWIAT SIĘ NIE ZAWALI JAK ZJESZ PĄCZKA! To nie powód by zarzucać wszystkie postanowienia i czuć się przegraną. Potraktuj to jak paliwo do ćwiczeń :)
Jak sobie radzić z kompulsami? I ewentualnymi zachowaniami, które często pojawiają się po nich... Sprawa nie jest łatwa, ale nikt nie obiecywał, że będzie kolorowo.
  1. Jesteś po diecie i chcesz wrócić do normalnego jedzenia? Zastanów się nad definicją sformułowania 'normalne jedzenie'. Czy to oznacza obżeranie się burgerami i frytkami, zjadanie ogromu ciastek i cukierków? Stanowczo nie. Ale zaraz - czy w takim razie normalne odżywianie to jedzenie tylko białych mięs, zieleninek, razowego chlebka i kiełek? No właśnie dlaczego myślimy tylko w skrajnych kategoriach? Czy nie można zjeść 3 cukierków do kawy? Czy to grzech zjeść codziennie kawałek ulubionego sernika? Czy świat się zawali jak zjemy kawałek pizzy z chłopakiem raz w tygodniu? ZŁOTY ŚRODEK. To nie tylko jakaś tam utopijna bajeczka, to w życiu jest niezbędne, zwłaszcza gdy zewsząd otaczają nas wizerunki chudych dziewczyn z reklamą wielkiego burgera tuż obok. Lubisz słodycze? Jedz je! Ale jedz, a nie połykaj. Usiądź z dala od telewizji czy komputera, jedz po kawałeczku - delektuj się. Te 3 cukierki starczą za całą paczkę - przysięgam! Sama to przerabiałam. Jeśli bardzo lubisz słodkości to czemu nie zacząć robić ich samemu? Zrób ciasto ale użyj mąki pełnoziarnistej, oleju rzepakowego i serka homogenizowanego zamiast śmietany. Czy to takie trudne? Ok, są droższe ale co z tego - nie karzę Ci kupować tego codziennie. Poza tym ja sama często klepałam biedę, miałam niewiele pieniedzy na przetrwanie miesiąca i dałam radę. Takie pieczenie to też świetna zabawa - a jak Ci coś nie wyjdzie to też dobre doświadczenie na przyszłość ;)
  2. Stale myślisz o jedzeniu? Tak, wiem - rozumiem to doskonale. Miałam tak pod koniec studiów i w czasie 1 miesiąca wakacji. Wróciło to do mnie z prostej przyczyny - bo siedziałam w domu! Nie ma nic gorszego niż siedzieć w 4 ścianach, a najlepiej jeszcze zaraz obok lodówki. Niekoniecznie musisz się nudzić ale lodówka jest na wyciągnięcie ręki więc czemu by jej nie wyciągnąć? Tylko skosztuję... Rany jakie smaczne, wezmę jeszcze trochę. I jeszcze, jeszcze... opróżniasz lodówkę w jeden dzień choć zakupy miały starczyć na co najmniej 3... Znajdź sobie zajęcie. Nie możesz znaleźć pracy? A może jesteś jeszcze za młoda na pracę a masz dużo wolnego czasu (za dużo)? Pomyśl, co lubisz robić, co sprawia Ci radość. Ja lubię rysować, szkicować, lubię sztukę. Pomyślałam o decoupage - i jak to robię przepadam na kilka godzin. Tak po prostu, nie myślę o niczym innym jak tylko o tym by równo przykleić serwetkę. Może lubisz czytać? Albo lubisz grać na komputerze? Rób to. Cokolwiek jest w stanie zająć Twoje myśli w 100% - jest dobre dla Ciebie. Nie ma nic gorszego niż bezczynne siedzenie i użalanie się nad własnym tyłkiem! Jesteś brzydka i gruba? To się rusz i zrób coś z tym a nie siedź i nie czekaj na litość Bożą, bo bez Twoich szczerych chęci to i wszyscy świeci nie pomogą.
  3. Chcesz schudnąć? Tu nie jest łatwo. Od razu ostrzegam, bo taka jest prawda. Nie zrzucaj wszystkiego na jedzenie. To brak ruchu jest przyczyną otyłości a nie pszenica, tłuszcze czy cokolwiek innego. Jemy więcej a ruszamy się mniej. I nie potrzebuję żadnych głupich badań by to wiedzieć. To WIDAĆ! Są wyjątki - jak mi się serce śmieje jak widzę biegających czy jeżdżących na rowerze - mam ochotę ruszyć za nimi w podskokach! To jest Twoje życie, Twoja sylwetka więc weź się w garść. Nie możesz jednego dnia nie jeść prawie nic by następnego rzucać się na jedzenie. To nie jest chudnięcie, to jest samozagłada. jaki sygnał dajesz organizmowi? Ja się z Tobą bawię - dziś dam Ci za dużo, jutro nie dam Ci nic... Nikt nie lubi takiej zabawy, nikt z ludzi nie lubi niestabilności i niepewności - co robimy? Bronimy się. I organizm też to robi. Broni się jak może - gromadzi, magazynuje, odkłada na 'czarną godzinę'. A wtedy Czemu ja nie chudnę? Bo wyniszczony i wystawiany na próbę organizm nie da się tak łatwo pokonać. Jeżeli chcesz schudnąć to zasada brzmi: daj sobie czas. Nic na siłę. Nie przytyłaś w 2 dni to i w 2 dni nie schudniesz. To co się gromadziło przez lata musi mieć czas by z Ciebie zejść. Poza tym szybkie chudnięcie nic Ci nie da - efekt jojo murowany. Poza tym pamiętaj też, że Twoja psychika może nie nadążyć za Twoim chudnięciem. I będziesz grubasem w ciele chudego. Będziesz mieć grubą duszę. Odchudzanie zaczyna się w głowie - to musi być świadoma decyzja, a nie taka podejmowana pod impulsem typu 'o rany przytyłam!'.
  4. Nie jesteś dość chuda? A w ogóle po co chcesz być chuda? Bo inni są? Bo w telewizji są chudzi? Każdy ma inną przemianę materii, pamiętaj, że możesz mieć tzw. 'grube kości' co oznacza, że Twoja budowa zawsze będzie masywniejsza od innych. Ja np. mam mocne nogi. I nie są bynajmniej tłuste (twarde jak skała) ani też wyćwiczone, ale mam taką budowę, że mam mocne, grubsze nogi. I chociaż schudłam to nogi dalej są masywne :) I co z tego???? Zrób ze swoich wad atuty. To bardzo proste. Mam mocne nogi, które dobrze wyglądają w krótkich spodenkach - są kształtne, kobiece. Niektórzy mają nogi jak patyki co wręcz mnie odstręcza, ja swoje lubię bo są kształtne :) Nie mieścisz się w jakieś fajne rurki? ZMIEŃ JE! Kup inne, to tylko spodnie! A rozmiar S w jednych spodniach może mieć XL w drugich o tym samym obwodzie.... proszę Was, to tylko literka :) Może też warto zmienić ideały? Czy taka chuda modelka lub aktorka jest serio szczęśliwa? Skąd wiesz - problemy nie znikną gdy schudniesz, a często się nawarstwią.
  5. Przytyłaś? Zastanów się czy na pewno. W ciągu dnia waga potrafi wahać się nawet o 2 kg. Co jest dość logiczne zważywszy na fakt, że jemy i pijemy tak? Jeżeli więc wnioskujesz to po wadze to gratuluję wyobraźni. Cóż, mówią, że tylko kobieta potrafi wyczuć że przytyła 1kg ;) jeżeli zaś czujesz to po ubraniu to zastanów się czy czasem nie jesteś opuchnięta - od ciepła, braku lub nadmiaru wody, może za dużo dzisiaj zjadłaś albo zjadłaś coś, co powoduje wzdęcia? A może ćwiczyłaś intensywnie - mięśnie też puchną! To, że ubranie jest obcisłe może też powodować po prostu... pranie :) trochę się często kurczą. Nie panikuj tylko i nie płacz, że przytyłaś bo to wcale nie musi być prawda. A już na pewno nie ograniczaj jedzenia bo to ewidentnie prowadzi do kompulsów.
  6. Boisz się, że przytyjesz? To po co rzucasz się na jedzenie? No właśnie to nie takie proste - z jednej strony się boisz ale z drugiej nie umiesz opanować. Taki efekt jest murowany po głodówkach. Tak, dieta 1000kcal JEST GŁODÓWKĄ! I nikt mi nie wmówi, że jest na niej najedzony. Chudniesz, chudniesz a tu nagle napad. No jasne, nic dziwnego skoro organizm nie dostał żadnych składników odżywczych. Moim zdaniem 1500kcal to absolutne minimum. Dodaj do tego 30 minut ćwiczeń i będziesz chudnąć w oczach. Jak już musisz liczyć te kalorie to rób to chociaż z głową. Jak Jedna dziewczyna napisała, że przynajmniej zje sobie paczkę chipsów i czekoladę bo to mieści się w 1000kcal to się za głowę złapałam! A co Ty dostarczasz organizmowi panienko? Nie licząc ogromu chemii.... Nie jesteśmy cyborgami, kiedyś Twój organizm się na Tobie zemści. Nie przytyjesz jak będziesz jeść, przytyjesz jak będziesz sobie odmawiać by w końcu się na wszystko rzucać. Ale nic dziwnego skoro doprowadziłaś się do wilczego głodu dziewczyno!
  7. Liczysz kalorie? A pamiętasz, że kaloria kalorii nierówna? Świat dzieli się na dobre kalorie i na te złe. Te dobre wędrują do mózgu i sprawiają, że jeszcze zastanowisz się zanim zrobisz coś głupiego. Złe złośliwie przyklejają się do tyłka powodując 'depresję wagową'. Białko ma dużo kcal - chcesz je wyeliminować z tego powodu? To gratuluję, tylko czekać aż umrzesz. Nie, ja nie żartuję, TY UMRZESZ. Bo białko to podstawowy budulec organizmu. Może zrezygnujmy z węglowodanów i tłuszczy? Oczywiście, wtedy już nie ma mowy o ćwiczeniach fizycznych ani pracy umysłowej. Bo samochód też długo nie pociągnie bez paliwa. Zastanów się, co Ci da ograniczanie kcal, a jeżeli już musisz to robić to ogranicz te, które sobie zasłużyły na to - z batoników, ciastek pseudoowsianych, rogalików i  chipsów. I tak - możesz jeść ziemniaki. Nie przytyjesz w ciągu 10 minut od ich zjedzenia - uwierz.
  8. Sport, sport, SPORT! Ja jestem najlepszym przykładem na to, że nawet kanapowy (lub komputerowy) leń może odnaleźć w sobie sportowca. Ale zasada nr 1 brzmi: Nigdy nie ćwicz pod presją. Ani presją chudnięcia, ani dbania o siebie, ani z powodu złych emocji w domu. Szybko się zniechęcisz a ćwiczenia i tak nie będą Ci wychodziły. Jak mam dobry humor przebiegnę 15 okrążeń na bieżni, jak mam zły to 3. I jestem jeszcze bardziej zła na siebie bo przecież NIE DAŁAM RADY, JESTEM GRUBASEM! Chore, ale cóż w końcu notka jest o chorobie ;) Ćwicz dla siebie, nawet 10-15 minut dziennie (na youtube znajdziesz fajne ćwiczenia), urozmaicaj je zmieniając co jakiś czas repertuar ;) Tylko znowu nie wpadaj w kolejną obsesję - świat się nie zawali jak zrobisz sobie tydzień lub miesiąc wolnego :D Ja w sierpniu nie ćwiczyłam prawie nic i żyję i mam się dobrze (moja figura też) ;D Sport nakręca metabolizm, nie musisz więc czuć się winna, że jesz - w końcu musisz dostarczać paliwa ;)
  9. Ograniczanie produktów - już o tym pisałam, ale może warto powiedzieć jeszcze 1 rzecz. Lubisz białe pieczywo? Lubisz ziemniaki? Makaron? Żółty ser? W naszej dietetycznej społeczności utarło się wiele zakazów w stylu - ziemniaki są tuczące, nie jedz ich. WSZYSTKO JEST DLA LUDZI ale w zdrowych ilościach. Zjedz 2 razy w tygodniu ziemniaki, 3 razy makaron, raz ryż, a na śniadanie kajzerkę z masłem i serem. Ważne jest by nie opychać się do granic możliwości bo nie o to chodzi by jeść na zapas. Ciesz się tymi potrawami kilka razy w tygodniu a ich smak nabierze prawdziwego znaczenia. Dopiero wtedy poczujesz, co tak na prawdę jesz.
  10. Nigdy nie rób zakupów na zapas. Potrzebujesz 2 cukierków? Kup tylko 2 (w sklepie, na wagę). Wiem, ze łatwo jest powiedzieć, zwłaszcza, gdy mieszka się z rodziną, która jest słodkożerna (moja taka jest). Porozmawiaj z nimi - poproś by w Twojej obecności nie jadali nic słodkiego, a wszystko chowali przed Tobą. Wystarczy, że powiesz, iż chcesz ograniczyć słodkości (jak nie chcesz to nie mów im o chorobie). Mi w ograniczaniu ilości jedzenia pomogło też... odkładanie na następne śniadanie. Blog pomaga - nie zjem wszystkiego, bo mogę z tego wyczarować coś dobrego na następny raz. Nie musisz prowadzić bloga, po prostu bądź kreatywna w kuchni. Masz 3 cukierki - wykorzystaj na 3 różne śniadania. Po co jeść coś za 1 razem jeżeli może sprawić Ci potrójną przyjemność? :)
I na koniec najważniejsze - zaburzenia zaczynają się w głowie. To, że jesteś tu i czytasz tę notkę potakując głową oznacza, że coś w Twoim życiu poszło nie tak. Mogło zacząć się od odchudzania i niewiedzy o tym procesie, a mogło zacząć się od alkoholika w domu, krzyków czy odrzucenia. To, że chorujesz lub (w swoim mniemaniu) chorowałaś nie wzięło się znikąd.
Pomyśl o ludziach na których Ci zależy, pomyśl o przyszłości, ile rzeczy chcesz jeszcze w życiu robić. Czy na prawdę warto jest poświęcać się swojej chorobie? Tracić najlepsze lata. Nikt Cię nie wyleczy jeśli Ty nie będziesz tego chciała. Ale chciała prawdziwie. Jeśli nadal myślisz, że chcesz się wyleczyć ale nie chcesz być gruba - nie jesteś jeszcze gotowa.

Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie.

Komentarze

  1. Post ląduje w zakładkach, wydaje mi się, że będę go tak katować, że w niedługim czasie wyrecytuje Twoje słowa :D
    Niektóre rzeczy były oczywiste - każdy wie, nie każdy stosuje ale opisałaś to w taki 'przystępny' sposób, że czytam, czytam i czytam :)
    Sama jestem kompulsantką. Przyczyną była wspomniana zła dieta, a właściwie monodieta i chyba raniące słowa, wypowiadane w żartach przez najbliższych i choć wiedziałam, że się droczymy to jednak dotykało mnie to. 'Nigdy nie mów dziewczynie, że jest gruba nawet w żartach' - to oddaje wszystko. Nie wiem na jakim jestem etapie - chcę być zdrowa, niby o niczym innym nie marzę jednak od razu wiąże zdrowie z spadkiem wagi - wiem, muszę to zmienić. Wiele jeszcze muszę zmienić. Po to stworzyłam bloga - poznaje nowych ludzi, ich opinie, doświadczenia, historie, tragedie. I widzisz - pojawiasz się ty, piszesz, ja czytam, przesiąkam i muszę sobie wziąć do serca. Jesteśmy dla siebie i to jest cholernie piękne. Jak wywnioskowałam także borykałaś się z tym problemem - zaskoczyło mi to, że tyle osób ma styczność z tymi demonami..Przeraził mnie wstęp do tego postu, gdzie ty wyczytałaś takie szykany?! 'Społeczeństwo zabija nastolatki' kolejne mądre słowa.

    Muszę podziękować za post, za Twoją mądrość i odwagę podzielnia się tym ze światem. To wiele! Pozdrawiam, trzymaj się ciepło, wpadaj do nas i odzywaj się do mnie! :))


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny post :) i niestety to wszystko jest prawdziwe
      http://czekoholizm.blogspot.com/

      Usuń
  2. widziałam Twój komentarz na blogu dzisiejszej-nadziei i postanowiłam zajrzeć.
    sama pisałam wczoraj podobny post....
    zapraszam: http://pretty-perfection.blogspot.com/2013/09/dzisiejsza-nadzieja-nadzieja-na-cae.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Post stworzony dla mnie. Dziękuję za niego w imieniu wszystkich w podobnej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. genialny post, lepiej bym tego wszystkiego nie ujęła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie dość ostre powiedzenie wprost bardzo się przydaje : )

    OdpowiedzUsuń
  6. najmądrzejsza notka jaką kiedykolwiek przeczytałam! naprawdę gratuluję dojrzałości i zrównoważonego podejścia do tematu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, myślę, że wiele osób powinno przeczytać Twój tekst, mądrze, zdrowo i jeszcze raz mądrze. Możesz być dumna!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem pod wrażeniem, czytałam i to tak jak bym to ja pisała o sobie :/ ale teraz już w 70% mam poukładane w głowie.
    Byłam przez 1,5 roku na diecie 1100 i właśnie nawet przy wyjściu z diety nabrałam 6kg więcej, wiem to nie tragedia! :) jem więcej teraz i cieszę się z tego, że w końcu coś po kompulsach do mnie dotarło...

    Dziękuję Ci za ten artykuł! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się w 100%. Tylko pomimo tej wiedzy i tak czasem ciężko się powstrzymać. Bardzo mądrze napisane.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wywarłaś na mnie spore wrażenie . Bardzo mądrze , a zarazem prosto to napisałaś .Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobno jeśli ma się tzw "zachcianki" to wcale nie jest to oznaka głodu tylko najcześciej chodzi o zajadanie emocji. Czasem może faktycznie chodzić o składniki, których potrzebujemy, ale wtedy warto się przyjrzeć tabelom (można łatwo znaleźć w sieci), które pokazują jakie 'zachcianki' symbolizują jakie braki i wybrać zdrowszy produkt. No a raz na jakiś czas faktycznie nic sie nie stanie jak nawet zje się tę czekoladę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze warto skorzystać z pomocy specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam ten sam problem...bez psychologa nic nie zrobisz, ale ja sama nie wiem czy chce to leczyć
    Zajrzyj do mnie:
    http://anoreksja-bulimiczna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej, świetny, mądry post, dobitnie napisany. Dziękuję za niego.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, świetny, mądry post, dobitnie napisany. Dziękuję za niego.

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny artykuł i mądrze i humorystycznie napisane. Chociaż to takie bardziej porady profilaktyczne, jak nie wpaść w bulimię...miałam do czynienia z bulimiczkami i wątpię by je to przekonało. Co nie znaczy, że profilaktyka jest zła - bardzo dobrze - lepiej zapobiegać niż leczyć. Ten artykuł bardzo zmienił mój sposób myślenia, bo tez miewam czasem napady na jedzenie, ale faktycznie zamiast obwiniac siebie i pogarszac sprawe, lepiej trochę się poruszac by spalić i zastanowić co robic na przyszłośc by do tego nie doszło. Obwinianie siebie jest najgorsze. Jak ktos chce więcej wiedzy na temat zaburzeń odżywiania, lub sprawdzić czy w nie nie popadł to polecam przeczytać: http://www.jestemfit.pl/artykuly/porady/diagnozujemy-zaburzenia-odzywiania Ale pamiętajcie, że jestesmy tylko ludźmi i każdy popełnia błędy, ma słabości, ważne by nie patrzyć na siebie jakimś bardzo krytycznym okiem (nawet jeżeli tak patrzyli na was rodzice).

    OdpowiedzUsuń
  17. Pružamo jedan lijek za liječenje raznih zdravstvenih problema, pomoću lijek koji je osigurana i žitarica može izliječiti bolest u potpunosti.

    Obat Epilepsi

    Obat Jantung Bocor Anak

    Obat Lipoma

    Obat Gerd

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie mam się w co ubrać - żale i kompleksy

W sieci natknęłam się przypadkiem  na ten o to rysunek i pomyślałam - wymaga małego komentarza ;) Na początek pragnę nadmienić, że pełna szafa ubrań to jeszcze nie dowód na to żeśmy zwariowały mówiąc, że nie mamy się w co ubrać. Zważywszy na to, że wybór jest tym trudniejszy im więcej posiada się opcji, zdaje się, że jesteśmy w pełni usprawiedliwione. No dobrze ale skąd to się w ogóle bierze? Pewnie nie odkryję Ameryki mówiąc (czy raczej pisząc), że nasze podejście do ubrań jest podyktowane podejściem do swojego ciała. I tylko całą górą emocji z danego dnia - czyż nie? Jak postrzegasz swoje ciało? Cóż, na pewno każdego dnia inaczej. To dość zabawne, ale możemy wyglądać identycznie jak dzień wcześniej a postrzegać siebie w diametralnie różny sposób. Wyobraź sobie - budzisz się z rana uśmiechnięta, wypoczęta, z lekkimi wypiekami na twarzy - patrzysz na siebie i nie wierzysz, nigdy nie byłaś piękniejsza! Czujesz się lekka, delikatna, pachnąca - jak kwiat. A teraz zejdźmy na ziemię - wc…

A Ty się znowu odchudzasz...

W piekarniku właśnie kolejna wersja ciasta fasolowego... a mnie natchnęło, żeby napisać. Może to dlatego, że jestem po niecałych 5h snu, ultra wkuwaniu i szczęśliwie zaliczeniu już prawie wszystkiego (nie lubię tego zwrotu - zawsze gdy go używam pojawia się jeszcze coś). Natchnęło mnie a i owszem, bo jestem człowiekiem nerwowym i wkurza mnie jedna rzecz - że muszę się często tłumaczyć z tego, JAK JEM.
Bo jak ja jem? A no zdrowo. A nie każdy pojmuje co to znaczy. Ty się odchudzasz??? Z czego? Dziewczyno opanuj się.  Zaiste mam ochotę przywalić patelnią w pusty łeb. Czy fakt, że mam co jakiś czas miesiące bez słodyczy, albo, że nie chce zjeść obleśnego kebaba czy frytek ociekających tłuszczem wielokrotnego użytku czyni mnie już anorektyczką i paranoiczką? Przypuszczam, ze wątpię.
Zacznijmy od początku. Jest wiele osób, które odżywia się zdrowo, i czasem ciężko jest to zdefiniować - część z nas nie je w ogóle słodyczy, inni jedzą ale w towarzystwie zdrowych dań (np. naleśniki pełnoziarn…